„Rzygać mi się chce od Pańskiego heroizmu”
Artykuł zawiera spoilery!
Film, pochodzący z lat sześćdziesiątych i dziś ogląda się z zaciekawieniem. Przynajmniej do 130 minuty. Dobry scenariusz i świetne kwestie („ Umarli za...Za co właściwie umarli?”)ukazują bezsens wojennego patosu. Akcja ma miejsce w czasie drugiej wojny światowej w Indiochinach, w japońskim obozie jenieckim gdzie przebywają brytyjscy żołnierze. Wśród brytyjskich żołnieży należy wyróżnić szeregowców oraz oficerów, a zwłaszcza dowódcę, będącego uosobieniem ideału brytyjskiej klasy wyższej, jej dumy i poczucia honoru; dla współczesnego widza równie osobliwych jak japońska duma i poczucie honoru.
Jest to zderzenie dwóch systemów wartości, które choć są diametralnie różne, łaczą wyżej wymienione cechy, pojmowane oczywiście z dwóch różnych stron. Gdy oficerowie brytyjscy odmawiają przymusowej pracy przy budowie tytułowego mostu wraz z swymi podwładnymi (jest to wszak poniżej ich klasowej godności – „żaden oficer nie będzie pracował jak kulis”)skutkuje to wielogodzinnym, karnym staniem w tropikalnym żarze. Dyskusje nt. Konwencji genewskiej na niewiele się zdają, gdyż Japonia jej nie uznaje. „Przestaliście być żołnierzami gdy się poddaliście”- tłumaczy japoński dowódca, zniesmaczony zachowaniem brytyjczyków. O oficerach mówi „to oni was tu przywiedli zamiast dać wam zginąć bohaterską śmiercią”. Hańba, hańba i jeszcze raz hańba. „To nie gra w krykieta tylko wojna!”- krzyczy. Niemniej jednak dla brytyjczyków reguły w obydwóch wydają się równie ważne, jeśli nie najważniejsze.
Postacią, która dodaje fabule wyrazistości jest amerykański żołnierz , z wybitnie pragmatyczno-cynicznym podejściem do sprawy. Jego komentarze, pełne zgryżliwości i ironii podkreślają żałosny patos całej sytuacji. Jego plan ucieczki z obozu jenieckiego nie znajduje poparcia(jakie to wszak niehonorowe!). „Rzygać mi się chce od Pańskiego heroizmu” – mówi brytyjskiemu dowódcy. I ucieka sam. Na niewiele mu się to jednak zdaje, gdyż „zostaje zobowiązany”powrócić tam z ze specjalną misją.
Ponieważ "Japończyk musi zachować twarz” a Brytyjczyk rozumie, że „tu chodzi o zasady” panowie dochodzą do porozumienia. I tak po 130 minucie, pozostaje już tylko czekać na łatwy do przewidzenia finał.
Dziś, w czasach działań wojennych prowadzonych głównie za pomocą wyspecjalizowanej technologii, gdzie walka „twarzą w twarz” jest rzadkością, przeważają raczej zasadzki i ostrzały, opowieść o trudnym do zrozumienia żołnierskim honorze zdaje się być trochę opowieścią o żelaznym wilku.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook